Facebook twitter vkontakte lastfm myspace youtube livejournal vimeo iTunes amazon-2

News

metalmundus.pl [PL] 9.5/10

04/01/2012
"Kto stoi w miejscu, ten się cofa..."
Ten oklepany frazes powtarzam za każdym razem, gdy ktoś przy mnie psioczy na to, że mu nowe granie jakiejś tam kapeli nie podchodzi, bo „kiedyś grali lepiej, że na psy zeszli”. Niedobrze się robi, jak niektórzy mają sztywne klatki umysłów i nie dopuszczają do siebie czegokolwiek innego, czegoś co odbiega od sztywnych ram ich norm.
Nie tak dawno było mi dane zapoznać się z twórczością Ukraińskiej grupy Semargl. Zaczęłam dośc późno, bo dopiero od czwartego krążka, ale do dzisiaj szczerzę się jak prosię w deszcz, gdy wspominam pierwsze odsłuchanie ich twórczości (na koncercie, a co!) Stałam jak baran i nie mogłam się nadziwić że dopiero teraz ich poznałam. Ale do rzeczy...
Wspomniany już czwarty album Ukraińców, zatytułowany „Ordo Bellictum Satanas” był dla mnie pewnym symbolem. Zapowiadał on, że nic już nie będzie takie samo. Tak jak trzy pierwsze płyty były czystym, soczystym i agresywnym black metalem, tak czwarta płytka była diametralnie od poprzedniczek różna. Wnosiła dużo elektroniki, wręcz baaardzo dużo, wnosiła cały ogrom zmian i zapowiedzi. Oczywiście opluto ich za to, ale czy słusznie? W prywatnej rozmowie z Animą (perkusja) dowiedziałam się, że stracili przez ową zmianę stylu wielu fanów, którzy odsączali ich od czci wszelakiej, ale zespół się tym nie przejął. Oni po prostu chcieli grać swoje i bawić się tym co robią. Czy im się to udało?
"Satanic Pop Metal"
Ja po prostu wymiękłam, gdy ta płyta trafiła do mych rąk. Jeszcze nie włożyłam krążka do odtwarzacza a już wiedziałam że będzie to coś nieprzeciętnego (zerknijcie na okładkę). I wybitnego. Od razu powiem że twardogłowi zwolennicy topornego i monotonnego „grania tego samego od samego początku” nie znajdą tutaj dla siebie ani odrobinki. Dlaczego? Otóż dlatego że zespół odrzucił na tym krążku wszystko to, co jeszcze łączyło ich z nurtem black metalu i zainwestował w niezwykle bogatą, urozmaiconą i niesamowicie innowacyjną muzykę, tak inną od wcześniejszych ich dokonań, że aż się w głowie może zakręcić! W trzynastu kompozycjach zawarli wszystko to, co chcieli powiedzieć światu – mamy gdzieś to, że nas wyklną i że odwrócą się od nas. Stworzyliśmy coś co nas bawi i co sprawia nam radość! 
Już na samym wejściu „I Hunger” daje nam wyraźnie do zrozumienia że oto otworzyły się nowe wrota, prowadzące do zupełnie innego muzycznie świata. Co pozostało ze starego grania? Jedynie wokal. Rutarp zdziera gardło aż miło, ale to jedyne co łączy ich z przeszłością. Przy „Sweet Suicide” śmiałam się do łez. To był prawdziwy pastisz na porytą niejednokrotnie scenę black metalu. Nie wspominając o popowych wręcz partiach klawiszy, bo te stanowią prawdziwy gwóźdź programu. Tak pięknie wplatają się w zwarte i rytmiczne brzmienie gitar, że zdają się stanowić całość. Oczywiście, żeby mój zachwyt nie był zbyt aż taki bezgraniczny, dwa kolejne kawałki mnie ostudziły. „Drag Me To Hell” i „God Is Not Love” rozczarowały mnie nieco, serwując nieco chaotyczną mieszankę metalu i dużej ilości dość szybkiego i ostrego grania. Tfu, kichał to pies, ważne że dalej było po prostu coraz lepiej! Dedykowany Polskim fanom utwór „Tak, kurwa”, znany sporo przed premierą płyty (duża w tym zasługa iście pikantnego klipu), zdążył podbić wiele serc (pomimo ewidentnych błędów gramatycznych w tytule – kto by się takimi drobiazgami przejmował). Ostry, szybki i oczywiście okraszony olbrzymią dawką klawiszy i popowej melodii oraz niesamowicie erotycznym ładunkiem emocji – po prostu wciągał niczym chodzenie po bagnach. „Suck My Dick” to utwór nazbyt wymowny i pokazujący spojrzenie zespołu na opinie krytykantów, który potrafią tylko szczekać, nie dając przy tym nic z siebie. Muzycznie troszkę nijaki, ale pozostawia ślad w pamięci. „Labyrinth” zakręcił mnie nieco melodią, wznoszącą się i opadającą, lekko psychodeliczną i progresywnym klimatem. Polecam ten utwór każdemu kto nie lubi monotonii.
I oto nadszedł czas na uderzenie z grubej rury. „Join In Fire” jest dla mnie swojego rodzaju symbolem tego albumu. Mocny, szybki, energetyczny i szczery do bólu, wręcz prześmiewczy. Nawet na krótkim klipie do tegoż, widać że zespół postawił wszystko na jedną szalę i postanowił jedno – będą się bawić muzyką i czerpać z tego jak najwięcej radości. Dziewiąty kawałek zatytułowany „I Hate You” nie jest już tak melodyjny, ale nie mogłam mu odmówić mocy i prędkości. Wyciągnijmy dłonie ku chwale Rogatego! „Opium” to upiorna mieszanka szybkości z potęgą, okraszona damskim, lekko jękliwym wokalem. 
Gdyby nie to, że zespół nie jest jednopłciowy, mogłabym powiedzieć że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy... Trzy ostatnie utwory są klimatycznie diametralnie różne od poprzednich. „Anti I Am”, „Loneliness” oraz “Redire” nie mają w sobie wspominanej wcześniej radości, niosą w sobie więcej chłodu i dramatyzmu. Jeżeli wyróżnienie, to tylko na plus. Jasne, elektronika wręcz ocieka tutaj z każdej sekundy tych kawałków, są konkretne i nie pozbawione emocji, momentami kojarzyło mi się aż za bardzo z klimatem „Ordo Bellictum Satanas” (ale nie kojarzcie tego jako zrzynki, o nie). Na szczególną uwagę zasługują dwa ostatnie. „Loneliness” zdaje się być wręcz zimny, dosmaczony damskim głosikiem, ale jest to tych kilka minut muzyki, wokół których nie przejdzie się obojętnie. Jeżeli zrobiło mi się przy nim nieco smutno, to „Redire” to przyklepało. Smutna, drżąca i chłodna elektronika z damską wokalizą – prawdziwie piękne zakończenie.
Co to więcej pisać, płyta świetna od początku do końca. Od pierwszego utworu do ostatnich sekund bawiłam się równie dobrze jak zespół. Mogę ją z ręką na sercu polecić każdemu, kto pragnie odpoczynku od wszystkiego co sztywne i nijakie. A zespołowi mogę powiedzieć jedno – gratuluję odwagi postawienia na swoim i pokazania środkowego palca tym, którzy tkwią w sztywnych klatkach swoich skostniałych upodobań.


Ocena 9.5/10

Dorota Hajdukiewicz

← News



© 2008–2017 SemarglDrag Me To Hell — Created by Annexare.com